Parafia Matki Bożej Bolesnej

Parafia Matki Bożej Bolesnej
w Nysie

  • Drag your image here
  • Drag your image here
  • Drag your image here

Sakrament Eucharystii

INFORMACJE DLA RODZICÓW DZIECI PIERWSZOKOMUNIJNYCH

Kochani Rodzice,

Cieszę się, że i poprzez naszą stronę internetową mogę skontaktować się z Wami. Bardzo zależy mi na pogłębieniu istniejącej już miedzy nami więzi. Pozwólcie, iż zanim przejdę do podania konkretów związanych z przygotowaniem dzieci do przyjęcia I Komunii Świętej załączę obszerne fragmenty interesującego artykułu ks. Tomasza Jaklewicza, redaktora Gościa Niedzielnego, zatytułowanego „Nie odbierajmy im święta”.

Co roku w maju ożywa dyskusja na temat sposobów przeżywania Pierwszej Komunii Świętej. Publicyści wyliczają, ile kosztować będzie zorganizowanie komunijnej uroczystości, wskazują na najnowsze trendy w strojach czy prezentach komunijnych, które z roku na rok są coraz bardziej wyszukane i droższe. „Komunijne szaleństwo widać już u fryzjerek i kosmetyczek” – donosi dziennik „Polska” w artykule „Luksus ważniejszy od sakramentu” (15.04). Modne jest wystylizowanie córkom paznokci lub seans w solarium. Niektórzy rodzice gotowi są nawet zafundować dziecku operację plastyczną uszu. „W całym spektaklu najważniejszy jest oczywiście strój” – konkluduje autorka tekstu Agnieszka Jasińska.
Gdzie patologia, gdzie norma?

Zastanawiam się, skąd ta pewność dziennikarki? Dla kogo najważniejszy jest wygląd? Dla duszpasterzy? Na pewno nie. Dla dzieci? Wątpię. Dla rodziców? Dla niektórych pewnie tak, ale czy dla wszystkich? Czy rodzice przy zdrowych zmysłach poślą dziecko przed Komunią do solarium lub na operację plastyczną? Czy przypadki patologiczne należy uznawać za regułę lub dominujący trend obyczajowy? Zadzwoniłem z ciekawości do jednego z salonów kosmetyczno-fryzjerskich i zapytałem o „komunijne szaleństwo”. – Od 9 lat prowadzę salon i w ciągu tego czasu dwa razy zamówiono u mnie manicure dla komunijnego dziecka. Raz matka prosiła o solarium dla dziecka, ale wybiłam jej to z głowy, bo to po prostu niebezpieczne. Owszem, dziewczynki robią sobie przed Pierwszą Komunią fryzury, ale nie pamiętam jakichś specjalnych ekstrawagancji – usłyszałem od Bernadety Krzak, właścicielki Studia Urody w Katowicach.

A co z kosztami uroczystości komunijnej? Poprosiłem kilkoro znajomych rodziców o oszacowanie kosztów Komunii. Padały sumy w przedziale od 3 do 5 tys., czyli o połowę niższe niż podawane są w prasowych doniesieniach. Oczywiście znajdą się rodzice, którzy wydadzą na Komunię dziecka 10 tys. i więcej. Można znowu zapytać: co jest normą, a co przerostem chorych ambicji rodziców? Postawy ekstremalne lepiej sprzedają się medialnie, ale niekoniecznie dają prawdziwy obraz całości.

 

Trend na skromność w ubiorze
Kolejnym nieśmiertelnym tematem są stroje komunijne. Co roku w publikacjach na tę okoliczność można wyczytać o rewii komunijnej mody. Uczciwie przyznam, że nie przeprowadzałem precyzyjnych badań, ale rozmawiałem z kilkoma duszpasterzami z różnych stron Polski. Wszyscy mówili, że wprowadzili jednolite stroje komunijne. U niektórych rodziców budziło to opór, ale ostatecznie dawali się do tego przekonać. –

Na pierwszym spotkaniu z rodzicami tłumaczę, że dzięki jednolitym strojom wygasza się wiele zbędnych emocji. Dzieci biedniejsze nie są narażone na skrępowanie, a dzieciom bogatszym oszczędzona jest pokusa wywyższania się z powodu wyglądu – tłumaczy ks. Eugeniusz Gogoliński z parafii św. Barbary z Bytomia. – Jedna z mam, która najbardziej się buntowała, przyszła po Komunii i podziękowała mi za ten pomysł. Powiedziała: „Moja córka wyglądała jak aniołek, miałam łzy w oczach” – wspomina ks. Michał Anderko z katedry Chrystusa Króla w Katowicach.

Cena skromnego, estetycznego komunijnego ubioru to około 100–150 zł. Jeśli można mówić o jakimś trendzie w „modzie komunijnej”, to jest nim coraz większa liczba parafii, które wprowadziły jednolite stroje liturgiczne. Tak jest na przykład w większości parafii w Bielsku-Białej. Szukając ilustracji do tego materiału, przeglądałem sporo fotografii w agencjach fotograficznych. Na zdecydowanej większości zdjęć reportażowych z uroczystości komunijnych dominują alby czy komeżki.

W cytowanym na początku artykule pojawia się wypowiedź matki: „Zamówiłam dla córki dwie sukienki, bo boję się, że jedną poplami podczas obiadu i nie będzie miała w czym iść na popołudniową Mszę”. Przepraszam za ironię, ale jeśli mama nie odróżnia nabożeństwa od Mszy św., to trudno się dziwić, że kupuje dwie sukienki, i to jest dla niej najważniejsze. Brak treści duchowych nadrabia się koncentracją na zewnętrznej oprawie, na strojach, zdjęciach, prezentach czy przyjęciu. Cierpi na tym ostatecznie dziecko.

 

Najwięcej zależy od rodziców
To prawda, że uroczystości Pierwszej Komunii grozi przerost formy nad treścią. Przyczyniać się do tego mogą zarówno duszpasterze czy katecheci, jak i rodzice czy krewni. Decydujący wpływ na przeżycie Komunii przez dzieci mają jednak rodzice. – Przyznaję, że przy Komunii św. pierwszej córki zajęłam się przygotowaniem samej uroczystości i uznałam, że tematy religijne to sprawa wyłącznie księdza czy katechetki. Przy kolejnych dzieciach już tego błędu nie popełniłam. Zrozumiałam, o co chodziło proboszczowi podkreślającemu rolę rodziców.

Zresztą przez kilka lat miałam możliwość przygotowywania dzieci do Pierwszej Komunii i wspominam to z wielkim wzruszeniem – mówi Iza Paszkowska, pedagog, polonistka, matka 4 dzieci. – Drugoklasiści dobrze rozumieją, co ważnego w ich życiu ma się wydarzyć i są „głodni” Ciała Jezusa. Udziela im się nastrój przygotowań, wiedzą, że to poniekąd z ich powodu te remonty, zmiany wystroju, rodzinne narady i planowania uroczystości. Dzieci w wieku 9 lat są jeszcze bardzo ufne i szczere, pozbawione buntu czy cynizmu. Wierzą we wszystko, co im się mówi, i biorą to sobie do serca. Ale to rodzice są dla nich absolutnym punktem odniesienia, najważniejszym autorytetem.

Dzieci szukają potwierdzenia tego, czego dowiedzą się na religii, u swoich rodziców. Jeśli tego zabraknie, powstaje jakieś pęknięcie, rysa, która wkrótce stanie się szczeliną, a wreszcie przepaścią. Brak jednoznaczności to fałsz, z którym dziecko nie potrafi sobie poradzić. Dziecko z natury lubi harmonię, ciężko znosi każdą zauważoną niespójność. A ponieważ w tym wieku jest lojalne wobec rodziców, nie bardzo potrafi sobie poradzić z ich lekceważącym, kpiącym, czasami wrogim lub tylko niespójnym z katechezą podejściem do wiary.

To się czuje, czy dziecko jest zostawione samemu sobie w kwestiach wiary, czy może liczyć na pomoc rodziców, podkreślają zgodnie katecheci. Najnowsze kościelne statystyki podają, że w niedzielnej Mszy świętej uczestniczy 40,4 proc. katolików. Te procenty będą rozkładały się podobnie w przypadku rodziców dzieci klas drugich. W wielkich miastach odsetek niepraktykujących jest jeszcze większy. Duszpasterz, zapraszając rodziców dzieci komunijnych na spotkanie do kościoła lub salki parafialnej, ma do czynienia w większości z osobami, których kontakt z Kościołem jest słaby lub wręcz zerowy. To jest problem, ale i szansa.

 

Spotkania, spotkania, spotkania
Wielu księży organizuje spotkania dla rodziców (najczęściej od września do maja raz w miesiącu) w taki sposób, aby miały one charakter nie tyle „technicznego” przygotowania do Komunii, ale pogłębienia ich wiary. Ks. Gogoliński podzielił rodziców na mniejsze grupy. – Kontakt jest wtedy mniej oficjalny, bardziej ludzki. To okazja do katechezy sakramentalnej. Oczywiście, część osób odbiera to jako obowiązek, nie zawsze miły, ale część się otwiera. Rodzice otrzymują specjalne karty pracy z dziećmi. Powinni na to przeznaczyć 15 minut w tygodniu. To zwykle jakieś aktywizujące zadanie do rozwiązania. Ks. Anderko podkreśla, że takie spotkania to okazja dla rodziców, by pytać siebie o własną wiarę. To szansa, by może po raz pierwszy pomodlić się w rodzinie. To nieraz mobilizacja do spowiedzi po latach lub zawarcia sakramentalnego małżeństwa. – Kilka rodzin poprosiło mnie o kontynuowanie katechez już po Komunii dzieci. Tak powstała bardzo aktywna grupa katechezy dorosłych. Rozbudzony został jakiś duchowy głód – podkreśla duszpasterz.

Biskup Antoni Długosz, znany ze swoich „roztańczonych” katechez dla dzieci w programie „Ziarno”, przestrzega zarówno rodziców, jak i duszpasterzy przed traktowaniem pierwszej spowiedzi i Komunii św. jako nadzwyczajnego wydarzenia w życiu dziecka. – Robi się nieraz w parafii tyle spotkań, że rodzice są tym tak wykończeni, że po Pierwszej Komunii św. przestaje ich obchodzić dalsza formacja religijna dzieci, ponieważ uważają, że wypełnili już swój rodzicielski obowiązek. W niektórych rejonach Polski mówi się, że dziecko już „się sprawiło”. A przecież Pierwsza Komunia jest jednym z etapów wtajemniczenia w życie z Panem Bogiem i nie można z tego robić fajerwerków. Nic się tu nie kończy. Idziemy dalej. Rodzice nadal odpowiadają za życie religijne dzieci. Duszpasterze nie powinni sądzić, że w ciągu jednego roku nadrobią katechetyczne braki rodziców, tym bardziej że działa tutaj jednak pewna presja obyczajowa.
Duszpasterze opowiadają, że rok przygotowań do Komunii Świętej i sama uroczystość prowadzą nieraz rodziców do nawrócenia. Zdarzają się przypadki pojednania małżeństw zagrożonych rozpadem.

Jak przeżyć ten dzień?
Pomysłów jest wiele. Ks. Gogoliński podkreśla, że Pierwsza Komunia ma być wydarzeniem rodzinnym. Dlatego stara się zaangażować w czytania, modlitwę wiernych, procesję z darami i rodziców, i dzieci. Udziela Komunii pod dwiema postaciami. Zachęca, by przed wyjściem do kościoła rodzina pomodliła się wspólnie. – Staram się, aby w homilii był zawsze jakiś pogląd, czyli jakiś przedmiot czy opowiadanie, które działa na emocje dzieci. Na koniec kieruję kilka słów do rodziców. Zachęcam też dzieci, aby podzieliły się słodyczami czy zabawkami z dziećmi z domów dziecka. Taka zbiórka bardzo dobrze się udaje – mówi ks. Józef Oleszko z Bielska.

Zmorą uroczystości komunijnych bywają kamerzyści i fotografowie. Duszpasterze próbują opanować ten chaos, dopuszczając do Mszy św. tylko oficjalnego fotografa czy kamerzystę. Stanowcza służba porządkowa bywa niezbędna. W przeciwnym wypadku liturgia łatwo może zamienić się w przedstawienie. Rodzice na ogół to rozumieją, gorzej z ciociami, wujkami czy kuzynami, którzy walczą w kościele o pamiątkową fotkę z aparatem w ręku, nie zważając na to, że niszczą dzieciom ich święto.

Biskup Długosz podkreśla, że nie należy planować wystawnych przyjęć, jedynie rodzinne śniadanie czy obiad, podczas którego na stole będzie stał krzyż i paliła się pierwszokomunijna świeca, znak obecności Pana Jezusa. Spotkanie przy stole ma być przedłużeniem Eucharystii, dlatego bezcelowa jest dyskusja nad obecnością alkoholu. To, że rodzinne spotkanie odbywa się w lokalach, niekoniecznie musi oznaczać wielką ucztę. Tak nieraz jest dla rodziców po prostu wygodniej. Warto jednak zadbać o to, by podczas przyjęcia w lokalu panowała atmosfera religijna. Podkreśli ją na pewno modlitwa przed posiłkiem.

A co z prezentami? – Dziecko ma uświadamiać sobie, że najważniejszy jest Pan Jezus. Dlatego między innymi warto się postarać, by tego dnia prezenty nie stały się od Niego istotniejsze. Trzeba o tym z dzieckiem porozmawiać wcześniej, a przekonamy się, że dzieci świetnie tę prawdę rozumieją i chętnie akceptują – przekonuje bp Długosz. Duszpasterze proponują rodzicom, by prezenty wręczali albo w sobotę, albo nawet tydzień wcześniej.

Najgorzej jest opanować rodzinkę, która nakręca prezentową gorączkę. Psychika dziecka jest taka, że materialna rzecz będzie działała mocniej na emocje niż przeżycie duchowe. – Nie wygramy prawdopodobnie z prezentami – uważa Iza Paszkowska. – Dlatego radziłabym nie antagonizować na zasadzie „liczy się tylko Pan Jezus, a nie prezenty”. Dziecko będzie się i tak cieszyć prezentami. To jest naturalne. Dlatego nie należy mu wmawiać, że ta radość jest zła czy zakazana. Chodzi raczej o ukierunkowanie tego wszystkiego w stronę znaczenia, tego, co się dzieje. Pokazać mu, że goście i prezenty są ze względu na wagę tego wydarzenia. To jest twoje święto. Jesteś ważny, jesteś dziś bohaterem dnia, bo zamieszkał w tobie Ktoś największy i najważniejszy.

 

Parę informacji, sądzę tych najistotniejszych, odnoszących się do przygotowania w naszej parafii dzieci z trzecich klas do pierwszego pełnego przeżywania Mszy Świętej.

 

Forma przygotowania:

  • Lekcje religii w szkole,
  • Msze św. szkolne – każdy piątek o 16.30,
  • Katecheza przyparafialna – 2 razy w miesiącu ,
  • Msze rodzinne: pierwsza niedziela miesiąca o godz. 15.00,
  • Nabożeństwa różańcowe w październiku,
  • Msze roratnie w Adwencie,
  • Nabożeństwa majowe i czerwcowe

Ważne daty:

  • 04.10.2015; godz. 15.00 – poświęcenie różańców (należy kupić je wcześniej – najlepiej poprosić ojca chrzestnego)
  • 06.12.2015 godz. 15.00 – poświęcenie i wręczenie medalików (należy kupić je wcześniej – najlepiej poprosić matkę chrzestną)
  • 10.01.2016 godz. 15.00 - poświęcenie świec
  • 06.03.2016 godz. 15.00 - poświęcenie książeczek do nabożeństwa
  • 02.04.2016 – I Spowiedź Św. godzi. 9:00
  • 29.04.2016 – II Spowiedź Św. godz. 15:00
  • 01.05.2016 – I Komunia Św. (Msze: 9:00 i 11:00) i Nabożeństwo Dziękczynne (15.30)

Spotkania dla rodziców: druga środa każdego miesiąca – 14.10, 11.11, 09.12.2015, 13.01.2016, 24.02 (wyjątkowo, zamiast 10.02), 10.03 i 13.04.2016, o godz. 19.00

Informacje o dokumentach:

  • Książeczka życia sakramentalnego dziecka
  • W wypadku nieposiadania jej – świadectwo chrztu (najpraktyczniej byłoby założyć takową)

Kwestie związane z uroczystością  I Komunii:

  • Szatki jak w ubiegłym roku (bez „kół”)
  • Świece komunijne (te same, które były na Chrzcie św.),
  • Fotograf zamówiony przez o. proboszcza
  • Wystrój kościoła – odpowiedzialna siostra Jana

Zobowiązania po I Komunii:

  • Msza św. dziękczynna na Jasnej Górze (04.05.2016),
  • Nabożeństwa w Białym Tygodniu i w Oktawie Bożego Ciała,
  • Msza i Procesja Bożego Ciała

Kontakt:

  • o. Krzysztof – kom. 880 345 679 lub krzysiu_luk@vp.pl
  • s. Anna – tel. 77 433 49 56

 

Niezbędnik dla rodziców

 

Mamo i Tato! Jesteście najważniejszymi autorytetami dla swoich dzieci. Także w sprawach wiary! Dlatego dla dobra Waszych dzieci:

 

* Rozmawiajcie z dzieckiem o znaczeniu pierwszej spowiedzi i Komunii. Zapytajcie o to, co dowiedziało się na religii w szkole lub w kościele. Spróbujcie pogłębić temat, potwierdzić go swoim autorytetem.

* Regularny udział całej rodziny w niedzielnej Eucharystii jest najlepszą formą domowej katechezy.

* Nie zapomnijcie o wspólnej modlitwie. W dniach poprzedzających Pierwszą Komunię, proście razem z dziećmi o jej godne przeżycie. Ofiarujcie w tej intencji choć najprostszy pacierz.

* Pomóżcie dzieciom przy pierwszej spowiedzi. Wasza obecność, modlitwa, przykład pomogą pokonać opory czy lęki.

* Zróbcie wszystko, co możliwe, aby zneutralizować „konkurencję” prezentów. Można wręczyć je parę dni wcześniej lub później. Poproście krewnych, aby nie dawali prezentów zaraz po wyjściu z kościoła, zaproponujcie, by nie dawali dziecku pieniędzy. Można te sugestie zawrzeć w zaproszeniu.

* Zacznijcie i zakończcie dzień Pierwszej Komunii wspólną modlitwą.

* Podczas rodzinnego spotkania przy stole zadbajcie o krzyż i zapalenie komunijnej świecy. To jest przedłużenie świętowania w kościele. Nie zapomnijcie o modlitwie przed posiłkiem. Podawanie alkoholu byłoby ciężką krzywdą wyrządzoną dziecku.

* Zadbajcie o to, by dziecko komunijne czuło się bohaterem tego dnia.

* Zachęćcie dziecko do podzielenia się z innymi tym, co dostało (np. słodyczami).

* W rozmowach z dzieckiem ważne jest podkreślenie, że Pierwsza Komunia niczego nie kończy, ale zaczyna nowy etap przyjaźni z Jezusem. A o takim wielkim Przyjacielu trzeba pamiętać nie tylko od święta, ale na co dzień. Zwyczaj pierwszych piątków miesiąca pomaga dzieciom nauczyć się regularnego praktykowania.

Nie odbierajmy im święta
 

Nie róbmy fajerwerków z Pierwszej Komunii Świętej – apeluje biskup Antoni Długosz do rodziców i duszpasterzy. Dzieci chcą i potrafią przeżyć ten dzień pięknie. Wszystko zależy od tego, czy dorośli im w tym pomogą, czy przeszkodzą…

Co roku w maju ożywa dyskusja na temat sposobów przeżywania Pierwszej Komunii Świętej. Publicyści wyliczają, ile kosztować będzie zorganizowanie komunijnej uroczystości, wskazują na najnowsze trendy w strojach czy prezentach komunijnych, które z roku na rok są coraz bardziej wyszukane i droższe. „Komunijne szaleństwo widać już u fryzjerek i kosmetyczek” – donosi dziennik „Polska” w artykule „Luksus ważniejszy od sakramentu” (15.04). Modne jest wystylizowanie córkom paznokci lub seans w solarium. Niektórzy rodzice gotowi są nawet zafundować dziecku operację plastyczną uszu. „W całym spektaklu najważniejszy jest oczywiście strój” – konkluduje autorka tekstu Agnieszka Jasińska.
Gdzie patologia, gdzie norma?

Zastanawiam się, skąd ta pewność dziennikarki? Dla kogo najważniejszy jest wygląd? Dla duszpasterzy? Na pewno nie. Dla dzieci? Wątpię. Dla rodziców? Dla niektórych pewnie tak, ale czy dla wszystkich? Czy rodzice przy zdrowych zmysłach poślą dziecko przed Komunią do solarium lub na operację plastyczną? Czy przypadki patologiczne należy uznawać za regułę lub dominujący trend obyczajowy? Zadzwoniłem z ciekawości do jednego z salonów kosmetyczno-fryzjerskich i zapytałem o „komunijne szaleństwo”. – Od 9 lat prowadzę salon i w ciągu tego czasu dwa razy zamówiono u mnie manicure dla komunijnego dziecka. Raz matka prosiła o solarium dla dziecka, ale wybiłam jej to z głowy, bo to po prostu niebezpieczne. Owszem, dziewczynki robią sobie przed Pierwszą Komunią fryzury, ale nie pamiętam jakichś specjalnych ekstrawagancji – usłyszałem od Bernadety Krzak, właścicielki Studia Urody w Katowicach.

A co z kosztami uroczystości komunijnej? Poprosiłem kilkoro znajomych rodziców o oszacowanie kosztów Komunii. Padały sumy w przedziale od 3 do 5 tys., czyli o połowę niższe niż podawane są w prasowych doniesieniach. Oczywiście znajdą się rodzice, którzy wydadzą na Komunię dziecka 10 tys. i więcej. Można znowu zapytać: co jest normą, a co przerostem chorych ambicji rodziców? Postawy ekstremalne lepiej sprzedają się medialnie, ale niekoniecznie dają prawdziwy obraz całości.

 

Trend na skromność w ubiorze
Kolejnym nieśmiertelnym tematem są stroje komunijne. Co roku w publikacjach na tę okoliczność można wyczytać o rewii komunijnej mody. Uczciwie przyznam, że nie przeprowadzałem precyzyjnych badań, ale rozmawiałem z kilkoma duszpasterzami z różnych stron Polski. Wszyscy mówili, że wprowadzili jednolite stroje komunijne. U niektórych rodziców budziło to opór, ale ostatecznie dawali się do tego przekonać. –

Na pierwszym spotkaniu z rodzicami tłumaczę, że dzięki jednolitym strojom wygasza się wiele zbędnych emocji. Dzieci biedniejsze nie są narażone na skrępowanie, a dzieciom bogatszym oszczędzona jest pokusa wywyższania się z powodu wyglądu – tłumaczy ks. Eugeniusz Gogoliński z parafii św. Barbary z Bytomia. – Jedna z mam, która najbardziej się buntowała, przyszła po Komunii i podziękowała mi za ten pomysł. Powiedziała: „Moja córka wyglądała jak aniołek, miałam łzy w oczach” – wspomina ks. Michał Anderko z katedry Chrystusa Króla w Katowicach.

Cena skromnego, estetycznego komunijnego ubioru to około 100–150 zł. Jeśli można mówić o jakimś trendzie w „modzie komunijnej”, to jest nim coraz większa liczba parafii, które wprowadziły jednolite stroje liturgiczne. Tak jest na przykład w większości parafii w Bielsku-Białej. Szukając ilustracji do tego materiału, przeglądałem sporo fotografii w agencjach fotograficznych. Na zdecydowanej większości zdjęć reportażowych z uroczystości komunijnych dominują alby czy komeżki.

W cytowanym na początku artykule pojawia się wypowiedź matki: „Zamówiłam dla córki dwie sukienki, bo boję się, że jedną poplami podczas obiadu i nie będzie miała w czym iść na popołudniową Mszę”. Przepraszam za ironię, ale jeśli mama nie odróżnia nabożeństwa od Mszy św., to trudno się dziwić, że kupuje dwie sukienki, i to jest dla niej najważniejsze. Brak treści duchowych nadrabia się koncentracją na zewnętrznej oprawie, na strojach, zdjęciach, prezentach czy przyjęciu. Cierpi na tym ostatecznie dziecko.

 

Najwięcej zależy od rodziców
To prawda, że uroczystości Pierwszej Komunii grozi przerost formy nad treścią. Przyczyniać się do tego mogą zarówno duszpasterze czy katecheci, jak i rodzice czy krewni. Decydujący wpływ na przeżycie Komunii przez dzieci mają jednak rodzice. – Przyznaję, że przy Komunii św. pierwszej córki zajęłam się przygotowaniem samej uroczystości i uznałam, że tematy religijne to sprawa wyłącznie księdza czy katechetki. Przy kolejnych dzieciach już tego błędu nie popełniłam. Zrozumiałam, o co chodziło proboszczowi podkreślającemu rolę rodziców.

Zresztą przez kilka lat miałam możliwość przygotowywania dzieci do Pierwszej Komunii i wspominam to z wielkim wzruszeniem – mówi Iza Paszkowska, pedagog, polonistka, matka 4 dzieci. – Drugoklasiści dobrze rozumieją, co ważnego w ich życiu ma się wydarzyć i są „głodni” Ciała Jezusa. Udziela im się nastrój przygotowań, wiedzą, że to poniekąd z ich powodu te remonty, zmiany wystroju, rodzinne narady i planowania uroczystości. Dzieci w wieku 9 lat są jeszcze bardzo ufne i szczere, pozbawione buntu czy cynizmu. Wierzą we wszystko, co im się mówi, i biorą to sobie do serca. Ale to rodzice są dla nich absolutnym punktem odniesienia, najważniejszym autorytetem.

Dzieci szukają potwierdzenia tego, czego dowiedzą się na religii, u swoich rodziców. Jeśli tego zabraknie, powstaje jakieś pęknięcie, rysa, która wkrótce stanie się szczeliną, a wreszcie przepaścią. Brak jednoznaczności to fałsz, z którym dziecko nie potrafi sobie poradzić. Dziecko z natury lubi harmonię, ciężko znosi każdą zauważoną niespójność. A ponieważ w tym wieku jest lojalne wobec rodziców, nie bardzo potrafi sobie poradzić z ich lekceważącym, kpiącym, czasami wrogim lub tylko niespójnym z katechezą podejściem do wiary.

To się czuje, czy dziecko jest zostawione samemu sobie w kwestiach wiary, czy może liczyć na pomoc rodziców, podkreślają zgodnie katecheci. Najnowsze kościelne statystyki podają, że w niedzielnej Mszy świętej uczestniczy 40,4 proc. katolików. Te procenty będą rozkładały się podobnie w przypadku rodziców dzieci klas drugich. W wielkich miastach odsetek niepraktykujących jest jeszcze większy. Duszpasterz, zapraszając rodziców dzieci komunijnych na spotkanie do kościoła lub salki parafialnej, ma do czynienia w większości z osobami, których kontakt z Kościołem jest słaby lub wręcz zerowy. To jest problem, ale i szansa.

 

Spotkania, spotkania, spotkania
Wielu księży organizuje spotkania dla rodziców (najczęściej od września do maja raz w miesiącu) w taki sposób, aby miały one charakter nie tyle „technicznego” przygotowania do Komunii, ale pogłębienia ich wiary. Ks. Gogoliński podzielił rodziców na mniejsze grupy. – Kontakt jest wtedy mniej oficjalny, bardziej ludzki. To okazja do katechezy sakramentalnej. Oczywiście, część osób odbiera to jako obowiązek, nie zawsze miły, ale część się otwiera. Rodzice otrzymują specjalne karty pracy z dziećmi. Powinni na to przeznaczyć 15 minut w tygodniu. To zwykle jakieś aktywizujące zadanie do rozwiązania. Ks. Anderko podkreśla, że takie spotkania to okazja dla rodziców, by pytać siebie o własną wiarę. To szansa, by może po raz pierwszy pomodlić się w rodzinie. To nieraz mobilizacja do spowiedzi po latach lub zawarcia sakramentalnego małżeństwa. – Kilka rodzin poprosiło mnie o kontynuowanie katechez już po Komunii dzieci. Tak powstała bardzo aktywna grupa katechezy dorosłych. Rozbudzony został jakiś duchowy głód – podkreśla duszpasterz.

Biskup Antoni Długosz, znany ze swoich „roztańczonych” katechez dla dzieci w programie „Ziarno”, przestrzega zarówno rodziców, jak i duszpasterzy przed traktowaniem pierwszej spowiedzi i Komunii św. jako nadzwyczajnego wydarzenia w życiu dziecka. – Robi się nieraz w parafii tyle spotkań, że rodzice są tym tak wykończeni, że po Pierwszej Komunii św. przestaje ich obchodzić dalsza formacja religijna dzieci, ponieważ uważają, że wypełnili już swój rodzicielski obowiązek. W niektórych rejonach Polski mówi się, że dziecko już „się sprawiło”. A przecież Pierwsza Komunia jest jednym z etapów wtajemniczenia w życie z Panem Bogiem i nie można z tego robić fajerwerków. Nic się tu nie kończy. Idziemy dalej. Rodzice nadal odpowiadają za życie religijne dzieci. Duszpasterze nie powinni sądzić, że w ciągu jednego roku nadrobią katechetyczne braki rodziców, tym bardziej że działa tutaj jednak pewna presja obyczajowa.
Duszpasterze opowiadają, że rok przygotowań do Komunii Świętej i sama uroczystość prowadzą nieraz rodziców do nawrócenia. Zdarzają się przypadki pojednania małżeństw zagrożonych rozpadem.

Jak przeżyć ten dzień?
Pomysłów jest wiele. Ks. Gogoliński podkreśla, że Pierwsza Komunia ma być wydarzeniem rodzinnym. Dlatego stara się zaangażować w czytania, modlitwę wiernych, procesję z darami i rodziców, i dzieci. Udziela Komunii pod dwiema postaciami. Zachęca, by przed wyjściem do kościoła rodzina pomodliła się wspólnie. – Staram się, aby w homilii był zawsze jakiś pogląd, czyli jakiś przedmiot czy opowiadanie, które działa na emocje dzieci. Na koniec kieruję kilka słów do rodziców. Zachęcam też dzieci, aby podzieliły się słodyczami czy zabawkami z dziećmi z domów dziecka. Taka zbiórka bardzo dobrze się udaje – mówi ks. Józef Oleszko z Bielska.

Zmorą uroczystości komunijnych bywają kamerzyści i fotografowie. Duszpasterze próbują opanować ten chaos, dopuszczając do Mszy św. tylko oficjalnego fotografa czy kamerzystę. Stanowcza służba porządkowa bywa niezbędna. W przeciwnym wypadku liturgia łatwo może zamienić się w przedstawienie. Rodzice na ogół to rozumieją, gorzej z ciociami, wujkami czy kuzynami, którzy walczą w kościele o pamiątkową fotkę z aparatem w ręku, nie zważając na to, że niszczą dzieciom ich święto.

Biskup Długosz podkreśla, że nie należy planować wystawnych przyjęć, jedynie rodzinne śniadanie czy obiad, podczas którego na stole będzie stał krzyż i paliła się pierwszokomunijna świeca, znak obecności Pana Jezusa. Spotkanie przy stole ma być przedłużeniem Eucharystii, dlatego bezcelowa jest dyskusja nad obecnością alkoholu. To, że rodzinne spotkanie odbywa się w lokalach, niekoniecznie musi oznaczać wielką ucztę. Tak nieraz jest dla rodziców po prostu wygodniej. Warto jednak zadbać o to, by podczas przyjęcia w lokalu panowała atmosfera religijna. Podkreśli ją na pewno modlitwa przed posiłkiem.

A co z prezentami? – Dziecko ma uświadamiać sobie, że najważniejszy jest Pan Jezus. Dlatego między innymi warto się postarać, by tego dnia prezenty nie stały się od Niego istotniejsze. Trzeba o tym z dzieckiem porozmawiać wcześniej, a przekonamy się, że dzieci świetnie tę prawdę rozumieją i chętnie akceptują – przekonuje bp Długosz. Duszpasterze proponują rodzicom, by prezenty wręczali albo w sobotę, albo nawet tydzień wcześniej.

Najgorzej jest opanować rodzinkę, która nakręca prezentową gorączkę. Psychika dziecka jest taka, że materialna rzecz będzie działała mocniej na emocje niż przeżycie duchowe. – Nie wygramy prawdopodobnie z prezentami – uważa Iza Paszkowska. – Dlatego radziłabym nie antagonizować na zasadzie „liczy się tylko Pan Jezus, a nie prezenty”. Dziecko będzie się i tak cieszyć prezentami. To jest naturalne. Dlatego nie należy mu wmawiać, że ta radość jest zła czy zakazana. Chodzi raczej o ukierunkowanie tego wszystkiego w stronę znaczenia, tego, co się dzieje. Pokazać mu, że goście i prezenty są ze względu na wagę tego wydarzenia. To jest twoje święto. Jesteś ważny, jesteś dziś bohaterem dnia, bo zamieszkał w tobie Ktoś największy i najważniejszy.

 

ks. Tomasz Jaklewicz (Gość Niedzielny)

Ks. Marek Dziewięcki – Pierwsza spowiedź czyli doświadczenie miłości

 

Zadaniem dorosłych jest upewnianie dziecka w tym, że – przystępując do pierwszej spowiedzi – idzie na spotkanie Kogoś Niezwykłego, kto nie tylko nas kocha, ale też w pełni nas rozumie.

 

Pierwsza Komunia święta nierozerwalnie łączy się z przygotowaniem dziecka do pierwszego w życiu rachunku sumienia i do pierwszej w życiu spowiedzi. To, w jaki sposób dzieci przeżyją ten aspekt Pierwszej Komunii świętej, zależy głównie od postawy nas, dorosłych, zwłaszcza od postawy rodziców, księży i katechetów.

 

Rachunek sumienia

Mądry wychowawca wyjaśnia dziecku to, że sensem rachunku sumienia nie jest upokorzenie siebie ani skupianie się na własnych słabościach, lecz troska o rozwój, czyli dążenie do coraz większej przyjaźni z Bogiem, z samym sobą i z innymi ludźmi. Rachunek sumienia to początek wielkiego święta, w którym dziecko uwalnia się od drobnych zwykle słabości i grzechów po to, by stawać się coraz piękniejszą wersją samego siebie.

Pierwszym zadaniem dorosłych jest unikanie błędów w zakresie rachunku sumienia. Chodzi zwłaszcza o to, by treść oraz forma rachunku sumienia były dostosowane do sytuacji i wrażliwości dziecka. Dla przykładu – pytania o podglądanie osób drugiej płci czy o grzeszne „zabawy” są niewłaściwe w tej grupie wiekowej. Roztropnie opracowany rachunek sumienia wychowuje, uwrażliwia na miłość. Nigdy natomiast nie wprowadza niepotrzebnego zaniepokojenia, ani nie sugeruje grzechów, do których nie jest zdolne ośmioletnie dziecko. Poważny błąd, popełniany przez rodziców i katechetów, to robienie dzieciom rachunku sumienia z perspektywy ludzi dorosłych, a zatem z perspektywy ich własnych słabości i grzechów. W takiej sytuacji ulegamy projekcji psychicznej i sugerujemy dzieciom grzechy, których z pewnością nie są one w stanie popełnić. A nic tak nie boli dzieci, jak niesłuszne posądzenia ze strony dorosłych. Grzech ma miejsce jedynie wtedy, gdy moim zachowaniem krzywdzę samego siebie lub innych, gdy czynię to w sposób świadomy oraz dobrowolny i gdy wiem, że z tego powodu najbardziej cierpi Bóg, który wszystkich kocha nieodwołalnie. Ośmioletnie dzieci mają jeszcze zawężoną świadomość i wolność w tym, co czynią. Kierują się zwykle bardziej emocjami i odruchami niż świadomością. Często imitują zachowania nas, dorosłych. Są naszym „lustrem”. W tej sytuacji rachunek sumienia ma dla dziecka głównie wartość profilaktyczną, gdyż mobilizuje je do tego, by uczyło się kochać i by nikogo nie krzywdziło, na przykład agresywnym słowem, popychaniem, zabieraniem zabawek.

 

Ukazać sens przykazań

Zadaniem dorosłych nie jest robienie dzieciom swoistej „reklamy” grzechów poprzez ich szczegółowe opisywanie. Mądry wychowawca nie skupia się na poszczególnych grzechach, lecz stara się w prosty sposób ukazać sens poszczególnych przykazań. Taki wychowawca wyjaśnia, przed jaką krzywdą chroni nas dane przykazanie oraz jakie pozytywne umiejętności zdobywamy wtedy, gdy respektujemy daną normę moralną. Na przykład przykazanie „Nie zabijaj!” chroni nie tylko nasze życie, ale też nasze zdrowie, a z perspektywy dziecka oznacza: nie objadaj się słodyczami! Nie trać czasu i zdrowia na siedzenie godzinami przed telewizorem czy komputerem! Przykazanie „Nie kradnij” chroni nie tylko przed okradaniem innych ludzi, ale też przed okradaniem samego siebie. Kto ulega lenistwu, ten okrada siebie z pracowitości, kto wagaruje, ten okrada siebie z wiedzy i mądrości, a kto ulega egoizmowi, okrada siebie z miłości.

 

Warunek konieczny – miłość

Zadaniem dorosłych jest wyjaśnianie, że najważniejsze w Dekalogu są trzy przykazania miłości: kochaj Boga, kochaj samego siebie i kochaj bliźniego, gdyż ten, kto kocha, łatwo uwierzy w to, że sam też jest kochany, a przez to czuje się bezpieczny i radosny.

Niewłaściwie przeprowadzony rachunek sumienia może spowodować u dzieci wypaczony sposób postrzegania dobra i zła, a także poważny lęk przed spowiedzią. Dziecko ma wtedy skłonność, by widzieć grzech tam, gdzie go nie ma, albo zaczyna cierpieć z powodu niepotrzebnych skrupułów. Może też w przyszłości buntować się w obliczu najbardziej nawet oczywistych norm moralnych. Może utracić wrażliwość sumienia lub panicznie bać się prawdy o własnym postępowaniu. Może też uwierzyć, że Bóg jest groźnym sędzią, który chce mnie srogo karać, a nie wiernym i cierpliwym przyjacielem, który – jak ojciec marnotrawnego syna – pragnie mojego szczęścia i przygotowuje dla mnie święto pojednania.

Najbardziej poważnym błędem ze strony dorosłych jest brak miłości i subtelnego taktu w postawie wobec dzieci, które przygotowują się do pierwszej spowiedzi. Przygotowanie do spowiedzi i sama spowiedź ma sens jedynie wtedy, gdy naszą postawą upewnimy dzieci o tym, że są one nieodwołalnie kochane przez nas i przez Boga, że ich życie jest wielkim skarbem, że wraz z Bogiem pragniemy im pomagać w wygrywaniu nie tylko życia wiecznego, ale też życia doczesnego i że wyłącznie z tego powodu zachęcamy je do zrobienia sobie rachunku sumienia z dotychczasowego życia. Jeśli rachunek sumienia nie jest inspirowany miłością i jeśli nie uczy miłości, to powoduje u dzieci niepotrzebne lęki. Rachunek sumienia ma sens jedynie dla tych, którzy chcą kochać. Tylko dla nich jest on zyskiem i radością.